(0 / 0 votes)
Lifestyle

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
 

Jeżeli kiedykolwiek w życiu uprawialiście jakąkolwiek dyscyplinę sportową; zaczynając od zera, walcząc ze sobą, z własnymi słabościami, pokonując kolejne przeszkody i tak powoli dążąc do celu, ucząc się wytrwałości pierwszy raz, drugi i trzeci aż wreszcie poprzez sympatię totalnie pokochaliście nie wiem bieganie, pływanie, gimnastykę, taniec itd. do tego stopnia, że weszło Wam to w krew i nie potraficie bez tego żyć to brawo! Przybijamy piątkę i czytamy dalej :)

Bez sportu nie da się żyć kochani, tym bardziej jeżeli nasza przygoda z dowolną dyscypliną trwa dłużej niż... poczekajcie niech policzę siedem, osiem lat, za tym się tęskni i tego potrzebuje. Osiem lat temu zaczęłam biegać, natomiast zanim zaczęłam biegać to już wcześniej tańczyłam. Taniec był cudowną przygodą w moim życiu; o wszystkim Wam pokrótce opowiem, chociaż niektórzy z Was śmieją się, że ja nie potrafię krótko pisać :)

W podstawówce zaczęłyśmy tańczyć z koleżankami na lekcjach wychowania fizycznego. Nasza nauczycielka, pani Basia pozwalała nam zostawać po szkole i tańczyć na korytarzu, zorganizowała też turniej taneczny; jeden, drugi... to była mobilizacja do dalszej pracy. Stworzyłyśmy zespół taneczny, zaczęłyśmy się spotykać nie tylko w szkole, ale również popołudniami i wiecie co; piętnaście lat temu nie miałyśmy sali, na której mogłybyśmy poćwiczyć, nie było Gminnego Ośrodka Kultury, zatem przychodziłam do domu, jadłam obiad, zimą ubierałam się ciepło, zabierałam ze sobą radio i głośnik, które pakowałyśmy do dużej torby i niosłyśmy we dwie; tańczyłyśmy na starej sali, przy której dawniej mama mojej przyjaciółki prowadziła bar; w czapkach, szalikach i rękawiczkach bez luster, bez ogrzewania, żadnych udogodnień, natomiast latem na ogrodzie, wspólnie tworzyłyśmy układy taneczne, wygłupiałyśmy się, rozmawiałyśmy i tak rodziła się przyjaźń na długie lata! Bo nasza taneczna przygoda trwała jeszcze.. poczekajcie zaraz Wam wszystko opowiem :)

Myślę, że warto tutaj napisać, że są to dla mnie cudowne wspomnienia, nasze dzieciństwo; kiedyś nie mieliśmy telefonów komórkowych, pierwsze pojawiły się pod koniec podstawówki, ale były śmieszne te nasze pierwsze telefony i z pewnością nie cieszyły się takim zainteresowaniem jak cieszą się teraz; kiedy ja byłam w podstawówce na przerwach goniliśmy się, graliśmy w palanta albo siedzieliśmy na trawie, zawsze było mnóstwo rzeczy do robienia i nikt nie siedział z telefonem, po szkole często umawialiśmy się na wycieczki do parku, na rower, dyskoteka szkolna do 20.00 to było wydarzenie.. Tak samo było w gimnazjum a dzisiaj?? Co robią dzieci czy to już młodzież?? Dzisiaj świat nie istnieje bez telefonów, komputerów, gier komputerowych i fejsa, nie ma rozmów są głupkowate zdjęcia, selfie i mnóstwo hejtu w internecie.. Pytam co tam robicie ciekawego w wakacje - A nic, nudzimy się... Jak można nudzić się w wakacje; no proszę powiedzcie mi, bo ja tego nie znam. Nam nie starczało dnia na bieganie, zabawę, wycieczki rowerowe, tańce, wspólne noce pod namiotem, takie to były czasy, jak to wszystko się pięknie wspomina. Myślę, że nie znamy tego problemu, że nie lubiliśmy chodzić do szkoły, bo ja w gimnazjum kiedy byłam chora to strasznie mi się nudziło w domu. Prócz tańców po szkole spotykaliśmy się też na kółku teatralnym, plastycznym albo w zespole muzycznym. Dzisiaj mam wrażenie; jest nieco inaczej, może się mylę, ale jest mnóstwo wygody, są zajęcia jakie tylko chcecie; tańce, zumba, karate, ceramiczne, twórcze, szachy, wyjazdy na basen itd. wszystko ogólnodostępne a mimo wszystko dzieci są tak jakby mniej ambitne, chociaż pośród niektórych znajdą się takie, które jednak mają swoje pasje np. jazda konno czy taniec i angażują się w to, co robią i to jest pocieszające :)

Wracając do tańca, w gimnazjum postanowiłyśmy powiększyć naszą grupę; od urodzenia mieszkam w małej miejscowości, dawniej nie było możliwości, żeby uczęszczać tutaj na zajęcia taneczne hip hop czy disco, jedynie zespół ludowy, więc postanowiłyśmy same takie zajęcia stworzyć; zajęcia były oczywiście darmowe, zostawałyśmy po lekcjach i ćwiczyłyśmy na auli albo na sali gimnastycznej w szkole w Samostrzelu, później udało nam się przenieść do remizy strażackiej i tam zostałyśmy aż do momentu, kiedy w Sadkach powstał nowy budynek Urzędu Gminy, w którym kontynuowałam zajęcia z przyjaciółkami a później już sama. Chętnych na zajęcia nigdy nie brakowało, te małe dziewczynki, które pojawiły się u nas jako pierwsze ochotniczki ile mogły mieć wtedy lat; pięć albo sześć dzisiaj są już dorosłe, kończą technikum a inne studiują :) Przez te wszystkie lata prowadziłam kilka grup tanecznych, nigdy nie zabrakło mi pasji i zaangażowania, ile występów, ile zajęć, ile cudownych wspomnień.. :) Moja przygoda z tańcem zakończyła się dopiero na drugim roku studiów przed wyjazdem do Hiszpanii, po powrocie już do tego nie wróciłam i czasami bardzo żałuję.

W drugiej klasie liceum zaczęłam biegać, chociaż nigdy wcześniej tego nie lubiłam. Moją przygodę z bieganiem opisałam już kiedyś na blogu w artykule: http://aroundmylife.pl/89-lifestyle/137-bieganie-jak-zaczac :) Jeżeli macie ochotę to przeczytajcie, ponieważ za długo to wszystko opowiadać tutaj. Zaczynałam tak naprawdę od zera, nie lubiłam tego sportu, dostawałam zadyszki na samą myśl, mobilizowałam się kilkanaście razy; wreszcie po kilku latach regularnych treningów, podczas których wyrobiłam swoje tempo i sama wyznaczam sobie cele nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Już wtedy po bieganiu ćwiczyłam na siłowni w garażu albo robiłam treningi w domu; ćwiczenia plus hula hop, stale wymyślałam sobie coś nowego.

Na studiach pokochałam jumping fitness, każdą środę mimo tego, że późno kończyłam zajęcia jechałam jeszcze 30 minut do Sport Factory, robiłam trening, czasami jeszcze zostawałam godzinę na bieżni i zanim wykąpałam się i wyszłam z siłowni, wróciłam koło Focusa, żeby wsiąść do busa i przyjechać do Sadek, wiecie która była godzina 23.00 jak wracałam do domu, ale mobilizacja była i wytrwałość a mobilizacja i walka z samym sobą w sporcie jest najważniejsza!!

Później wyjechałam do Hiszpanii na Erasmusa; dwa tygodnie mieliśmy czekać na pierwsze zajęcia na nowej uczelni w Kraju Basków. Bez przerwy padał deszcz i pogoda zaczęła nam się udzielać, postanowiłam znaleźć tam sobie jakieś zajęcie i co znalazłam; oczywiście zajęcia fitness z Nerea, Goiz, Irantzu; cudowni ludzie, którzy jeszcze bardziej zaszczepili we mnie miłość do sportu, chodziłam na zajęcia fitness, o których wcześniej nawet nie miałam pojęcia; kick-boxing połączony z fitnessem, ćwiczenia z ciężarami, joga, zumba i inne. Zmobilizowałam się do tego stopnia, że potrafiłam chodzić tam pięć razy w tygodniu a rano jeszcze wstawać i przebiec 10 km, towarzyszyły mi piękne widoki, jak ja się wtedy czułam.. :)

W ciąży musiałam zrezygnować ze sportu i w ogóle z jakiejkolwiek aktywności, ponieważ maleństwo było zagrożone i musiałam na siebie bardzo uważać. Kiedy pierwszy raz wyszłam biegać po tak długim czasie, cieszyłam się jak głupia. Jak ja za tym tęskniłam!!! Teraz ćwiczę w miarę możliwości, bo przy tylu obowiązkach gorzej mi się zmobilizować, chociaż wiem, że tego potrzebuję. Brakuje mi tej pozytywnej energii, jaką wyzwala sport w każdy nawet najbardziej ponury dzień. Już od kilku lat nie ćwiczę po to, żeby schudnąć tylko po to, żeby LEPIEJ SIĘ CZUĆ, odpocząć, zrelaksować się, dla zdrowia, bo sport zdecydowanie wpływa na dobre samopoczucie, wzmocnienie odporności i poprawia kondycję.

Mam takie swoje okresy; ćwiczę, ćwiczę, ćwiczę; nagle przychodzi totalne lenistwo i użalanie się nad sobą, czasami bywam, że tak to nazwę "wypruta", kompletnie bez sił i nie mam ochoty na nic, na ćwiczenia również, wzdycham do zdjęć innych osób, które uprawiają sport i mówię sobie: dziewczyno rusz się. Minie troszkę czasu zanim znów się zmobilizuję i ćwiczę dalej, ćwiczę, ćwiczę, ćwiczę i znów to samo :) Przy małym dziecku potrafimy wymyślać sobie niezliczoną ilość wymówek, sama też tak mam, chociaż prawda jest taka, że DA SIĘ, JAK SIĘ CHCE TO SIĘ DA :) Potrafimy wszystko zganiać na zmęczenie i natłok obowiązków, ale prawda jest taka, że sport nie zmęczy nas bardziej tylko nam w tym zmęczeniu pomoże, sprawi, że każdy nowy dzień zaczniemy bardziej pozytywnie..

Nowy rok zaczął się całkiem nieźle, wyznaczyłam sobie nowe cele; chciałabym poznać bliżej jogę, jestem bardzo ciekawa jej efektów.. narazie nic Wam nie powiem, tylko tyle, że już się polubiłyśmy :) Trzymajcie mocno kciuki. Czasami komicznie wyglądają moje ćwiczenia z Mieszkiem, kiedy próbuję się skupić, wykonać pozycję a Mieszko wchodzi mi na plecy albo na głowę przy każdej możliwej okazji, bo uznaje to za niezłą zabawę :) Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na jogę; potrzebuję wyciszenia i strefy komfortu, bo czym dalej w dorosłe życie tym więcej przeciwności losu a dwa nie mogę sobie faktycznie pozwolić, żeby pojechać gdzieś na trening i zostawić Mieszka, więc muszę ćwiczyć w domu, dlatego na jodze nie poprzestaję, bo czasami potrzeba się wyżyć aż pot leje się z oczu :) Zgadzacie się ze mną? :) Jeżeli jednak nie znacie tematu i zastanawiacie się jakie jest najlepsze lekarstwo na wszelkie zło, stres, niepowodzenia w pracy i w szkole to ja Wam powiem: SPORT KOCHANI! Jakakolwiek aktywność fizyczna pomoże na tysiąc dwieście procent, ale proszę się nie oszukiwać; początki nie będą łatwe o nie i tylko od Was zależy czy zrobicie krok do przodu czy dwa w tył i ile prób podejmiecie, żeby spróbować coś zrobić, bo każdy najmniejszy wysiłek jest z pewnością lepszy od żadnego a tych prób potrzeba naprawdę kilka. Trzymam za Was kciuki!!! :)

 


 
5
14
121
124
DSC07655
DSC07659
DSC07787
DSC07851
DSC08040
IMG_0303
PA140033-2