(5 / 1 votes)
Podróże

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
 

Miniony tydzień spędziliśmy w górach, dlatego nie inaczej chciałabym Wam o tej wspaniałej przygodzie nieco opowiedzieć :) Czy próbowaliście kiedyś jazdy na nartach? Mam nadzieję, że po tym artykule będziecie chcieli spróbować :) Zapraszam Was do lektury..

 
Każdego roku planujemy wakacje letnie, ponieważ każdy z nas zasługuje na odpoczynek i chwilę zapomnienia. Z wyprzedzeniem czasu planujemy wakacje nad morzem, nad jeziorem, za granicą itd. latem a zimą? Czy planujecie również wakacje zimowe? Jeszcze siedem lat temu nie miałam pojęcia co tak naprawdę oznaczają ferie zimowe w górach, na nartach. Nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam :)
 

W 2013 roku rodzice zabrali nas pierwszy raz na narty do Czech, ach co to był za wyjazd :) Na pewno nie najlepszy dla mnie, bo nie potrafiłam tych nart okiełznać i jeżdżenie na nich to była dla mnie udręka :) Nie zniechęcajcie się jednak, przeczytajcie dalej.. Rodzice natomiast a zwłaszcza mój tato pokochali narty od pierwszego jeżdżenia; tym samym od 2013 roku każdego roku planujemy ferie zimowe w górach albo raczej tata planuje, bo jako jedyny z naszej rodziny mówi, że on latem nie musi nigdzie jechać, ale na narty zimą pojedzie koniec i basta :)

Następnego roku wybraliśmy się w daleką podróż do Włoch. Pojechała z nami moja koleżanka z liceum i to dzięki niej potrafię jeździć na nartach, jeżeli czytasz ten artykuł to bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i zawsze będę te ferie miło wspominać :) W 2015 roku rodzice byli w Czechach, ja byłam wtedy na Erasmusie w Hiszpanii a w 2016 roku pojechaliśmy wspólnie do Austrii. Kiedy Mieszko miał niespełna cztery miesiące, byliśmy w Czechach i wtedy napisałam artykuł na moim blogu: http://aroundmylife.pl/90-podroze/131-wyjazd-z-malym-dzieckiem-w-gory :)

 

W tym roku wybraliśmy się w daleką podróż do Livigno we Włoszech i troszkę Wam o tym Livigno opowiem. Podróż była męcząca z tego względu, że trwała piętnaście godzin; piętnaście godzin w samochodzie kto to wytrzyma; dorośli mają problem a co dopiero dwulatek. Mimo wszystko histerii ze strony Mieszka nie było, czego się naprawdę obawiałam. Ze względu na małe dzieci zaplanowaliśmy wyjazd w nocy. Z radością muszę Wam przyznać, że Mieszko przespał całą noc w foteliku, obudził się nad ranem, wzięłam go na ręce, pospał jeszcze godzinkę albo nawet dłużej, później uratowały nas bajki a później no właśnie później to już trzeba było się trochę nagimnastykować, żeby nie było płaczu i krzyków :) Wreszcie po piętnastu godzinach drogi dotarliśmy na miejsce, wszyscy zmęczeni i głodni.. :)

Góry potężne i po prostu piękne, miasteczko przeurocze; charakterystyczna zabudowa, uwielbiam te górskie challety, świąteczny klimat a zwłaszcza po zmroku, kafejki, puby, restauracje tętniące życiem bardzo przytulne inne znów bardzo stylowe, najlepsza gorąca czekolada jaką kiedykolwiek piłam, radośni i uśmiechnięci Włosi z tym swoim akcentem, piękna pogoda, bo choć było naprawdę mroźno to słonko ogrzewało nam twarze; nawet nie potrafię Wam opisać słowami jak bardzo mi się tam podobało, z całego serca polecam każdemu to miejsce na ziemi :)

 

Pojechaliśmy do Livigno grupką znajomych, więc było naprawdę wesoło! Około dwadzieścia pięć osób :) Wszyscy z tym samym zamiarem, żeby pojeździć na nartach a co niektórzy na desce. Ja mimo wszystko miałam Mieszka, więc z nart skorzystałam, ale odrobinkę. Większość czasu spędziliśmy z Mieszkiem na sankach, w parku dla dzieci na trampolinach, zjeżdżalniach i biegając po górkach. Niestety Michała tym razem z nami nie było, więc uwierzcie miałam co robić z tym małym szkrabem; on ubrany na zimowo, ja zresztą też, plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami, których z małym dzieckiem nie brakuje nigdy, sanki i "Mama Hopa" czyli na ręce :) Codziennie ok. 13.00 po dwóch godzinach zabawy wracaliśmy do pokoju na drzemkę i miałam chwilę dla siebie, żeby odpocząć, wypić kawę, nacieszyć się widokami za oknem, nawet drobne porządki w takim miejscu sprawiały mi radość :)

Drugiego dnia to ja miałam okazję pojeździć na nartach, wspólnie z koleżanką też mamą małego Borysa pojeździłyśmy, zrobiłyśmy zdjęcia, wymarzłyśmy a na sam koniec rozgrzałyśmy się przy dobrym grzańcu i typowej w takich miejscach jak apres ski zabawie, gdzie panuje taneczna, wesoła atmosfera, która udziela się każdemu :) Kolejny raz na nartach byłam jeszcze dwa dni później, ale w ten dzień wcale nie było miło a jedynie bardzo zimno, było już późno i trasy były oblodzone, więc ciężko się jeździło tym bardziej, że ja cały czas doskonalę swoje umiejętności i nie jeżdżę za szybko, bo się po prostu boję, wolę nieco wolniej w swoim tempie na niebieskich trasach, na czerwonych trochę też, ale kiedy nie są zbyt strome, chociaż zdarza się kiedy jeździmy w grupie i wszyscy jadą a ja z nimi i nagle zatrzymuję się a przede mną dość stromy kawałek góry, wszyscy jadą a ja stoję i patrzę i patrzę, wreszcie mówię no cóż kobieto nikt za Ciebie nie zjedzie musisz to zrobić, są takie momenty, że wtedy faktycznie przełamuję jakieś własne lęki i zjeżdżam podtrzymując się na duchu; czasami gadam sama do siebie - gdybyście popatrzyli wtedy na mnie z boku mogłoby być naprawdę śmiesznie :)

 

Grunt to się nie poddawać i naprawdę próbować, jazda na nartach to nie jest taka prosta sprawa tym bardziej pierwszy raz w życiu. Mój pierwszy raz na nartach; leżałam co kawałek, byłam wściekła na Michała i wyzywałam, popłakałam się oczywiście a na sam koniec zjechałam pół maleńkiej góry tzw. pługiem :) Z każdym kolejnym wyjazdem było lepiej, ale nadal się uczę, zdarzają się upadki i siniaki :) Mimo wszystko, w tym roku kiedy wjechałam na górę i założyłam narty, pomyślałam sobie: tęskniłam za tym! Jeżeli już nauczycie się jeździć na nartach w takim stopniu, że będziecie sobie w swoim tempie zjeżdżać od lewej do prawej czy od prawej do lewej większymi lub mniejszymi łukami to jeżdżenie stanie się naprawdę przyjemne a zwłaszcza w takich górach jak Alpy z takimi widokami! Możliwości jest mnóstwo; zawsze możecie skorzystać z lekcji z instruktorem i czuć się bezpieczniej.

Na pierwsze wyjazdy polecam zdecydowanie nasze polskie góry z tego względu, że taki wyjazd to są przede wszystkim koszty; niektórzy z Was mogą nie być zadowoleni z tego, że wydali mnóstwo pieniążków na sprzęt, odzież, zakwaterowanie, dojazd itd. a na koniec nie wjechali na górę a jedynie uczyli się jeździć u jej podnóża. Inni znów mogą bardzo szybko opanować jazdę na nartach czy desce jak mój mąż czy bracia :) Jak szaleni jeżdżą od rana do samego końca; do ostatniego zjazdu, po czerwonych, po czarnych, poza trasą i wiecznie im mało :)

Narty to naprawdę świetna przygoda dla każdego! Na stokach możecie spotkać małe czteroletnie dzieci, trochę starsze, młodzież, dorosłych i osoby starsze nawet takie po sześćdziesiątce;  to jedynie oznacza, że w tym sporcie nie ma bariery wiekowej i każdy może świetnie się bawić :) Małe dzieci można zapisać do szkółek, których z pewnością nie brakuje. W takich szkółkach dzieci; trzylatki i czterolatki będą nie tylko uczyć zjeżdżać się z małych górek, ale również odbywają się dla nich zajęcia; gry i zabawy na śniegu. Sami z Mieszkiem obserwowaliśmy taką szkółkę i bardzo mu się podobało, nawet przyłączył się do dzieci i rzucał z nimi piłkami. W tym roku był jeszcze za mały, ale w przyszłym roku pomyślimy czy nie dołączyć do lekcji a za dwa lata to już na pewno wystartuje na nartach nasz mały Miecho :) Mam nadzieję, że Wy również zechcecie spróbować a może już spróbowaliście i chcielibyście podzielić się z nami jakąś ciekawą historią. Możecie pisać w komentarzach albo w wiadomości, również jeżeli chcecie mnie o coś zapytać :)

 

Pozdrawiam Was gorąco :)

IMG_E4998
IMG_E5057
IMG_E5115
IMG_E5167
IMG_E5189
IMG_E5325
IMG_E5518
IMG_E5526
IMG_E5876
IMG_E5878
IMG_E5880
IMG_E5881